Hej kochani! Przepraszam, że baaardzo rzadko dodaję nowe notki, ale nie bardzo mam czas. Teraz akurat mam dużo nauki, ale może dziś pojawi się kolejny rozdział, gdy będę miała czas, ponieważ nie wiem, czy czasem moja rodzina się do mnie nie zleci, gdyż obchodzę dziś rocznicę mojego istnienia na tym świecie, no i z tej jakże "hucznej" okazji dam Wam moje zdjęcie, tylko proszę, nie przestraszcie się.. :D
Do napisania, Felicis! :)
Translate
poniedziałek, 18 lutego 2013
sobota, 12 stycznia 2013
ROZDZIAŁ 7.
-Sto lat, sto lat! – śpiewali wszyscy. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Nigdy
też nikt dla mnie nie zrobił imprezy-niespodzianki.
-Zapomniałam o swoich urodzinach.. – zaśmiałam się szepcąc i
robiąc wielkie oczy do Zayn’a. Wszyscy
ustawili się gęsiego przede mną i składali mi życzenia. Byłam mile zaskoczona.
Dziękowałam wszystkim, którzy składali mi życzenia ze łzami w oczach. Gdy goście skończyli mi winszować, Mo razem z
chłopakami zaprosili mnie na środek pokoju. Stanęłam tam, a oni wręczyli mi
jakiś wielki zapakowany prezent. Mo natarczywie nalegała bym otwarła
niespodziankę, ja nie chciałam kłótni więc to zrobiłam. Rozerwałam paczkę, w
środku było wielkie zdjęcie naszej paczki. Łzy płynęły mi jak głupie. –
Dziękuję wszystkim za te prezenty, naprawdę, nie musieliście.. Wystarczyło mi,
że zrobiliście tą imprezę, dziękuję jeszcze raz! – uśmiechnęłam się w stronę
wszystkich zebranych.
-Li, mam jeszcze coś dla Ciebie. – powiedziała babcia z
niezwykłą powagą. Wręczyła mi paczkę. Ja od razu ją otwarłam. Na sam widok tego
zaczęłam ryczeć… Nie mogłam się powstrzymać. W środku był wisiorek mojej mamy,
który dałam jej na urodziny.. Wygrawerowane na nim było „Kocham Cię”, ale
zauważyłam, że w paczce nie tylko był ten wisiorek, był jeszcze list. Nie
chciałam go teraz czytać.. Nie mogłam. Zayn przyszedł do mnie i mnie od razu
przytulił.
-Li… Nie płacz.. Wszystko będzie dobrze, kocham Cię. – mówił
całując mnie w głowę. Ja przestałam
płakać, bo uświadomiłam sobie, że to nie przywróci życia mojej mamie. Po 30
minutach wszyscy wyszli na dwór razem ze mną i chłopakami, nie wiedziałam co
znowu wymyślili.. Chwilę później na niebie zabłysnęły pięknie, kolorowe
fajerwerki. Spektakl fajerwerkowy trwał 25 minut. Po przedstawieniu wszyscy
wróciliśmy do domu. Grono imprezowe nie było duże, byli rodzice Zayn’a, jego
siostry, moi dziadkowie, Mo z rodziną, Louis, Niall, Harry i Liam z Danielle.
Bawiliśmy się świetnie w takim gronie. Około godziny 24 wszyscy zaczęli się
zbierać do domów.
-Dziękuję wszystkim za przybycie.. Jest to dla mnie bardzo
miłe zaskoczenie. Dziękuję również za prezenty, które dostała, ale nie
musieliście. Dla mnie prezentem było to, że wyprawiliście tą zabawę. Jeszcze
raz dziękuję! – wysłałam wszystkim uśmiech. Stan Zayn’a nie pozwalał na to by
wrócił ze swoimi rodzicami, do samochodu by raczej nie doszedł, i dlatego
postanowiłam, że zostanie na noc u mnie. Reszta chłopaków wyglądała identycznie,
dlatego Lou został u Mo, a po resztę przyjechali rodzeństwo. Jedynie Liam był trzeźwy. Wszyscy wyszli, rodzice Mo, wraz z nią i Lou
poszli na górę, a ja z Zayn’em siedzieliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Gdy
jest pijany, czasem mądrze gada, ale czasem to same brednie.
-Wyobrażasz sobie jakby wyglądały nasze dzieci ? – zapytał.
-Oj Zayn… Ile wypiłeś ? – zaśmiałam się.
-Nie wiem, ale mniejsza o to. – powiedział zasypiając.
-Królewiczu! Wstajemy i idziemy spać! – powiedziałam wstając
i ciągnąc go za rękę, on żwawo wstał, podparł się o moje ramię i ruszył w
stronę schodów. Zgasiłam światło po drodze w salonie, i na spokojnie szliśmy po schodach. Kilka razy Malik się
potknął robiąc mały hałas, ale doszliśmy cali i zdrowi. Gdy weszliśmy do pokoju chłopak od razu
położył się na podłogę i zasnął w ciuchach. – O Jezu… - westchnęłam głośno. Zayn’a to nie ruszyło, więc ja postanowiłam,
że go obudzę. – Zayn.. Obudź się.. –
potrząsałam nim. Chłopak po kilku moich interwencjach obudził się z trudem.
-Hm.. Już jest rano ? – mamrotał coś tam przez sen.
-Nie. Może położyłbyś się na łóżko, a nie na podłodze śpisz?
– zapytałam. – No i mógłbyś się rozebrać, a nie w ciuchach śpisz…
-Aha, no tak. – podparł się rękoma rozglądając się. – Hmm..
Mam się rozebrać ? Ciekawa propozycja. – powiedział kusząco całując mnie.
-Malik! – chrząknęłam nie mogąc oderwać się od chłopaka.
Odepchnęłam go od siebie. – Przepraszam, nie jestem jeszcze gotowa…
-Dobrze, rozumiem. – uśmiechnął się. – Będę czekał tak
długo, jak tylko będzie potrzeba. – pocałował mnie w czoło, a ja się
uśmiechnęłam. Postanowiliśmy iść spać, Zayn niestety nie miał żadnych ciuchów
do spania, więc spał w spodniach, bez koszulki, a ja spałam w swojej piżamie.
Zasnęliśmy wtuleni w siebie. Rano obudziliśmy się razem około godziny 12. –
Dzień dobry. – powiedział chłopak przeciągając się.
-No hej, jak się spało ? – odpowiedziałam od razu pytając.
-Bardzo dobrze, a Tobie ?
-Mi również. – uśmiechnęłam się sięgając po ciuchy do szafy.
Postanowiłam ubrać się w zwykłe legginsy, T-Shirt i trampki. Poszłam do toalety
by się ubrać, oraz by odprawić poranną toaletę. Zajęło mi to minimum 15 minut,
gdy wyszłam Zayn też był gotowy. Zeszliśmy na dół, aby zjeść śniadanie. W
jadalni siedziała cała wesoła rodzinka wraz z Lou.
-Dzień dobry. – powiedzieliśmy razem. Dosiedliśmy się do
stołu.
-I jak ? Kac nie męczy ? – zaśmiała się mama Mo w stronę
Zayn’a.
-Troszkę. – złapał się za głowę nalewając sobie wodę do
szklanki.
-Proszę. Weź to. – podała mu tabletki na ból głowy.
-Dziękuję. – uśmiechnął się chłopak biorąc paczuszkę. Po śniadaniu poszliśmy jeszcze na chwilę do
mojego pokoju. Wzięłam do ręki list od mamy.
-Nie wiem, czy mam go przeczytać, czy nie … - powiedziałam
zastanawiając się.
-Przeczytaj, może napisała tam coś ważnego… - powiedział – Ja będę tu przy Tobie.
-Dobrze. – otworzyłam kopertę. Już na początku łzy mi kapały
:
„Droga Leah,
Już dawno chciałam się rozwieść z Twoim
ojcem, nie wiedziałaś o tym, ale Twój ojciec mnie bił. Gdy się urodziłaś
wszystko było wspaniale, dbał o mnie, o Ciebie, ale później, gdy zaczęłaś
dorastać wszystko się zmieniło… On zaczął mnie zdradzać, miał jedną kobietę na
boku, z którą miał dziecko, a Ty masz brata, który ma 10 lat… Pewnie teraz
chcesz znać jego imię i nazwisko, David Qeenlan.. Nie ma nazwiska po ojcu,
ponieważ jego mama nie chciała. Powiedział mi to, gdy David miał 5 lat. – czytałam
z niedowierzaniem - Pewnie go za to teraz nienawidzisz, nie dziwię się, ale to nie koniec.
Czytasz to pewnie, gdy mnie już nie ma z Tobą. Wiedziałam, że ojciec chce mnie
zamordować, czułam to… Przepraszam, ale nie miałam siły Ci tego powiedzieć. Za
bardzo Cię kochałam i nadal Cię kocham. Dbaj o babcię i o dziadka. KOCHAM CIĘ
SKARBIE. - Mama”
-Zayn… - wtuliłam się w niego płacząc jak małe dziecko.
-Będzie dobrze, jestem przy Tobie. – przytulił mnie bardzo
mocno.
-Dziękuję, kocham Cię. – pocałowałam Go namiętnie. – Pójdźmy
dziś na cmentarz, dobrze?
-Jasne, nie ma sprawy. – uśmiechnął się. – To idziemy ?
-Dobrze, chodźmy. – chwyciłam Go za rękę i wyszliśmy z domu
uprzedzając Mo.
Szliśmy 20 minut rozmawiając. Gdy doszliśmy zapaliłam znicz,
który kupiłam przy wejściu na cmentarz. Pomodliliśmy się chwilę, postaliśmy w
ciszy, i wróciliśmy z powrotem do domu.
-Dziękuję, że mnie wspierasz. Jesteś dla mnie bardzo ważny..
– uśmiechnęłam się do niego.
~7 lat później~
Lata mijały szybko, a do mnie już prawie dotarło to, że mamy nie ma
koło mnie. Spotkałam się już kilka razy z ojcem, ale nadal mu nie wybaczyłam..
Z Zayn’em układa mi się wspaniale. Teraz, gdy mam 24 lata, a Zayn 25 planujemy
ślub, ponieważ Malik mi się oświadczył. Jestem bardzo szczęśliwa.
-Nie sądziłam, że wytrwamy te siedem lat. – powiedział Zayn w
wywiadzie.
-Dlaczego tak sądziłeś ? – zapytał Go reporter, który przeprowadzał wywiad.
-Nigdy nie byłem stały w związkach, ale Li zmieniła moje życie
kompletnie. Sądzę, że gdybym jej nie poznał, do dziś nie planowałbym ślubu z
żadną kobietą. Po prostu zakochałem się na zabój. – mówił patrząc prosto w
kamerę. Ja siedziałam w naszym wspólnym mieszkaniu, na kanapie z Mo i Lou. Uśmiechałam
się do telewizora.
-No, naprawdę. Nie sądziłem, że aż tyle wytrwacie. – uśmiechał się Lou.
-Ty i Mo też jesteście już ze sobą siedem lat. – odparłam.
-No tak, faktycznie. – zaśmiał się, a Mo uderzyła go w ramię.
-Co faktycznie? Sklerozę masz?! – zdenerwowała się dziewczyna, a ja i
Lou zaśmialiśmy się.
-Przepraszam. – zaczął Lou próbując przestając się śmiać. – Następny
raz będę pamiętać. – powiedział teraz już totalnie z powagą.
-Ja też przepraszam, poniosło mnie.. – przybliżyli się do siebie i
pocałowali.
-Oooo, ale to słodkie, mogę już rzygać ? – spytałam śmiejąc się.
-Dobra, ale jak Ty i Malik się całujecie na moich oczach to jest dobrze,
oczywiście. – powiedział Lou śmiejąc się.
-Ej ej, uważaj sobie. –
zagroziłam mu palcem.
-Już nie będę. – wystraszył się.
Rozmawialiśmy tak długo, aż w końcu Zayn wrócił. Przywitałam Go sama,
ponieważ Mo i Lou już pojechali.
-Cześć słoneczko. – podszedł do mnie i mnie namiętnie pocałował.
-No cześć. – uśmiechnęłam się do niego. – Oglądałam wywiad.
-I jak ? Podobało się ? – zapytał mnie uśmiechnięty.
-I to jak bardzo. Nie sądziłam, że aż tak Cię zmieniłam. – zaśmiałam
się.
-Nie wiesz jak bardzo. - powiedział, a później wpił się w moje usta.
Tak po prostu mnie pocałował, ale ja nie mogłam się od niego odpędzić,
zaczarował mnie pocałunkiem. Już nie raz mu się to udało, cholera! No i
oczywiście, nie obeszłoby się, gdyby nam ktoś nie przeszkodził. Nagle rozległ
się dzwonek do drzwi.
-Cholera, jak zawsze ... – westchnęłam idąc w stronę drzwi. Otworzyłam
je, była to Mo. – No cześć, coś się stało ?
-Nie, zapomniałam bluzy w marchewki. – zaśmiała się.
-Ah tak, nie zauważyłam. – uśmiechnęłam się. – Wejdź, Zayn już
jest. Mo weszła, a Zayn stał i się
drapał po głowie.
-Co Ty się tak drapiesz, wszy masz?! – śmiała się moja przyjaciółka
razem ze mną.
-Nie, nie… - uśmiechał się sztucznie.
-Wezmę tylko bluzę i spadam. – uśmiechnęła się biorąc z moich rąk
bluzę. – Pa. – powiedziała i wyszła.
-No i sobie poszła… - uśmiechnął się seksownie Malik zaczynając mnie
całować.
-Oj nie… Nie ma tak dobrze. – zaśmiałam się idąc w kierunku sypialni. –
Muszę dokończyć przeróbkę zdjęć z nowej sesji Danielle. – tak, byłam
fotografką. Odkąd zajęłam się tym zawodem nie miałam na nic czasu. Zresztą Zayn
też nie miewał go dużo. Codzienne wywiady, raz solo, raz z całym zespołem, ale
staraliśmy się. Staraliśmy się nie oddalać od siebie aż tak mocno, dlatego
wybrałam właśnie ten zawód. Często jeździłam z chłopakami w trasę, ale nie
zawsze.
-Dobra, to se idź.. – wykrzywił swoją twarz mój luby.
-Nara! – krzyknęłam wchodząc już na górę i śmiejąc się przy tym.
Przeróbka tych zdjęć była trudna, gdyż musiałam wybrać odpowiednie efekty. Nie
tylko przeróbka była trudna, ale też wybranie zdjęcia do gazety, w której miała
mieć wywiad i zajmowała tam okładkową stronę. Po kilku godzinach narad z Zayn’em,
postanowiłam, że znajdzie się tam zdjęcie, na którym Dan jest w sukni
baletowej. Wyszło świetnie, nie powiem. - Myślę, że taka niespodzianka jej się spodoba. –
powiedziałam uśmiechnięta wtulając się w jego tors.
~
no i tak oto wyszło. Siedem lat do przodu się posunęliśmy. :)
WAŻNE!
Mam dla Was pewną propozycję. Pomyślałam, że mogę przyśpieszyć bieg tej historii, i przeniesiemy się siedem lat w przód.. Byliby już narzeczeństwem. Co Wy na to ? Jeżeli nie podoba się Wam ten pomysł, okej. Będę wtedy pisała dalej ich miłosne rozterki itp, ale jeżeli się Wam spodoba to jak najbardziej dostosuję się do sytuacji i napiszę rozdział SIEDEM LAT PÓŹNIEJ. :)
CZEKAM NA ODPOWIEDZI W KOMENTARZACH! :))
sobota, 29 grudnia 2012
ROZDZIAŁ 6.
Na dworze było ciemno. Lampy, które dopiero zaczynały się
zapalać przebłyskiwały. Wkurzało mnie to, gdyż nie mogłam dostrzec twarzy
Zayn'a. Trudno. Przytuliłam się do niego nadal idąc.
~
- Odprowadzisz mnie, prawda ? - spojrzałam podejrzliwie na
chłopaka.
- Chyba sobie kpisz. - zaśmiał się. - Nie będzie mi się
chciało, przykro mi.
- To nie. Łaski bez. - spojrzałam na niego. Nie byłam już do
niego przytulona.
- Przecież ja sobie żartuje, głuptasie. - pocałował mnie w
głowę.
- Mnie to nie śmieszy. - zachowałam powagę, chociaż chciało
mi się śmiać.
- No oj dobrze, już dobrze. Co powiesz ?
- Powiem Ci, że Cię strasznie kocham. - powiedziałam mu
splątując nasze palce.
- Ja Ciebie też, ale Ty o tym wiesz, bardzo dobrze. -
przytulił mnie.
Czułam się wtedy jak w siódmym
niebie... Mogłoby to trwać nieskończoność, ale niestety doszliśmy do domu
mojego chłopaka. Od progu przywitały mnie siostry Zayn'a, oraz jego mama. Bardzo
lubiłam jego rodzinę.. Byli tacy.. Tacy rodzinni wobec mnie. Nawet nie
wspominali o mojej mamie w żadnej z rozmów, są naprawdę kochani.
- Cześć kochani. - przywitałam się
z nimi, oraz posłałam im uśmiech.
- A wy co tu robicie tak w ogóle?
- zapytała zdziwiona mama Malika.
- Przyszliśmy pośpiewać troszkę. -
odpowiedział stanowczo.
- Ach tak, prawie zapomniałam, że
Leah do X-Factora idzie. Ale mówię Ci, żebyś się zastanowiła, bo Ci którzy się
w jakiś sposób tam dostały, strasznie gwiazdorzą. – zaśmiała się i
popatrzyła na Zayn’a.
- Właśnie tak się nad tym
zastanawiam i powiem pani, że zauważyłam - powiedziałam wywracając oczyma.
- Dobra, wy już tutaj nie
dyskutujcie tylko idziemy, marsz na górę! - rozkazał popychając mnie w stronę
schodów, a ja tylko spojrzałam na jego mamę z miną "on jest
nienormalny", ale ona tylko wzruszyła ramionami. Zaszliśmy na górę, on
otworzył drzwi do swojego pokoju, a ja dostałam olśnienia.
- Mama Ci posprzątała pokój?! –
zapytałam poważnie.
- Sam posprzątałem… No dobra, z
małą pomocą młodej. – wykręcił oczyma.
- Ach taaaaaaaak.. Wiesz co Ci
powiem ? Nie chce mi się tam występować.. Wolałabym być szarą myszką, o której
nikt nie wie.. Myślę, że nie potrzebuję tego występu.. – spojrzałam na
wsłuchanego chłopaka.
- Ymm.. no dobra, właściwie to nie
przywlekłem Cię tutaj za sobą by sobie pośpiewać.
- A niby po co?
- A po to, żeby coś udowodnić
fankom 1D. – uśmiechnął się.
- Ale że co? – zapytałam
zdziwiona.
- To, że jesteśmy razem. Jesteśmy
razem od kilku godzin, ale ja już chcę Cię im przedstawić. Nie chcę się
ukrywać, tak jak Harry, czy tam inni.. Ja Cię kocham i chcę to wszystkim
udowodnić. – wzdychał.
- No dobrze, ale jak chcesz to
zrobić?
- Łatwe, twitcam. – powiedział
spokojnie.
- Chyba oszalałeś! Cały świat ma
mnie oglądać przez jakąś głupią kamerkę?! A później przez resztę tygodnia
wszyscy będą się zastanawiać, czy jestem Twoją kuzynką, czy dziewczyną, czy
może zaginioną siostrą… - powiedziałam lekko zdenerwowana.
- Ale Leah, nie rozumiesz, że nie
chcę się ukrywać? Chcę to od razu powiedzieć, chcę żeby już wiedzieli, że
kocham tylko Ciebie. – w tym momencie pocałował mnie bardzo namiętnie.
- Głupi jesteś, no ale już dobrze.
– uśmiechnęłam się. Zayn momentalnie wbił na twitter’a, napisał, że robi tc i
chce, aby wszystkie Directionerki to obejrzały, gdyż to bardzo ważne. Włączył
TC i się zaczęło, było już grubo ponad 5000 wyświetleń. No i się pojawiliśmy na
ekranie, zleciały się komentarze :
„ZAYN SAY HELLO MIRANDA” etc. Później zaczęły pisać, o co mu chodziło i, że ma powiedzieć. No i zrobił to, normalnie to zrobił. Pocałował mnie na oczach ponad 5000 osób! Ale przed tym powiedział, że wszystkie fanki kocha bla bla bla, ale wracając do tego pocałunku. SPALIŁAM BURAKA JAK NIC. Zakryłam twarz rękoma i się zaczęłam śmiać jak idiotka. No i teraz można było się spodziewać takich komentarzy : „Ona do Ciebie nie pasuje, lepiej wybierz mnie.. KOCHAM CIĘ ZAYN! <333” niektóre fanki były wścibskie, a niektóre pogratulowały nam i życzyły szczęścia. Polubiłam tą zwariowaną rodzinkę jeszcze bardziej. Przez resztę TC odpowiadaliśmy wspólnie na pytania i się świetnie bawiliśmy.
„ZAYN SAY HELLO MIRANDA” etc. Później zaczęły pisać, o co mu chodziło i, że ma powiedzieć. No i zrobił to, normalnie to zrobił. Pocałował mnie na oczach ponad 5000 osób! Ale przed tym powiedział, że wszystkie fanki kocha bla bla bla, ale wracając do tego pocałunku. SPALIŁAM BURAKA JAK NIC. Zakryłam twarz rękoma i się zaczęłam śmiać jak idiotka. No i teraz można było się spodziewać takich komentarzy : „Ona do Ciebie nie pasuje, lepiej wybierz mnie.. KOCHAM CIĘ ZAYN! <333” niektóre fanki były wścibskie, a niektóre pogratulowały nam i życzyły szczęścia. Polubiłam tą zwariowaną rodzinkę jeszcze bardziej. Przez resztę TC odpowiadaliśmy wspólnie na pytania i się świetnie bawiliśmy.
Zrobiło się już bardzo późno.
Myślę, że Sue nie powinna się martwić, gdyż napisałam jej esemesa, że będę
trochę później. No nic, zaczęłam się zbierać od razu, gdy TC się zakończył.
- Ja już będę się zbierać. –
powiedziałam.
- Już? Ej noooo… - przeciągał
chłopak.
- No już, zobacz która jest
godzina. Nie będę u Ciebie nocami przesiadywać, nie ma co gadać, jest już
późno. No to mnie odprowadzisz, prawda? – spojrzałam na niego jak mała
dziewczynka.
- No już dobrze, odprowadzę Cię. –
uśmiechnął się.
- Dziękuję! – pocałowałam go lekko
w usta i ucieszyłam się. Zeszłam na dół, siedziała tam cała rodzinka Malików. –
Do widzenia! – krzyknęłam przez próg salonu.
- Już idziesz? Myślałam, że
zostaniesz na noc. – powiedziała pani Malik.
- No też tak myślałem, ale się
uparła. – skrzywił się chłopak.
- Oj no już.. Kiedy indziej
zostanę, obiecuję. – uśmiechnęłam się do mamy chłopaka.
- Trzymam Cię za słowo, do
widzenia. – powiedziała odchodząc. Wyszliśmy z domu. Nie było aż tak zimno jak
myślałam. Wtuliłam się w Zayn’a i ruszyliśmy w stronę domu.
- Co powiesz? – zapytał
zaciekawiony.
- Nic nie powiem, bo mi się nie
chce. Jestem straaaaaaaasznie zmęczona.
- Dobra, zaraz zajdziemy, położysz
się i będzie dobrze. – dodał zadowolony.
- Z czego taki zaciesz? –
zapytałam.
- Bo… hahahha… masz podkrążone
oczy jakbyś co najmniej miesiąc nie spała i to tak głupio wygląda. – zaczął się
śmiać jak nienormalny.
- Dzięki ej.. – oderwałam się od
niego i zakryłam rękoma oczy. – Nic nie widać, jest dobrze!
- Głupia jesteś… Nie wiem dlaczego
ja Cię wcześniej nie spotkałem.. – zaczął się zastanawiać.
- Oj uwierz, spotkałeś. –
zaśmiałam się.
- Co ?! Kiedy?! – zdziwił się.
- Byłam kiedyś z Sue na
podpisywaniu płyt, no i gadaliśmy chwilę. NIE DZIWIĘ CI SIĘ, ŻE NIE PAMIĘTASZ.
Było tam tyle ładnych dziewczyn! – odpowiedziałam.
- No ej, nie powiedziałaś mi, że
będziemy ze sobą? Czemu tego nie przewidziałaś?! – spojrzał na mnie oburzony.
- No Ty chyba sobie żarty jakieś
robisz? Głupi jesteś. – zaśmiałam się pukając go w głowę.
- Dziękuję, dziś jesteś
straaaaaaaaaasznie miła dla mnie. – skrzywił swą twarz.
- Oj no przepraszam. –
uśmiechnęłam się do niego uroczo. Doszliśmy do mojego domu. Zobaczyłam, że w
oknach było ciemno, w ogóle się nie świeciły światła, nigdzie. - CIEMNO JAK W
DUPIE MURZYNA! – powiedziałam, po chwili zastanawiając się, że to było głupie. –
Przepraszam Zayn, to nie było śmieszne. – spojrzałam na chłopaka, który nie mógł
przestać się śmiać.
- Hahaha, ale Ty masz teksty!
Stare, ale jare. – zaśmiał się głupi Malik.
- Ty to jednak głupi jesteś.. –
spojrzałam na niego jak na idiotę. – Może wejdziesz ? Jak widać nikogo w domu
nie ma.. – pokręciłam ustami.
- Jasne, chętnie wejdę. –
uśmiechnął się podejrzanie. Weszliśmy do domu, zapaliłam światło na korytarzu.
Rozebraliśmy się z kurtek i poszliśmy do salonu z intencją obejrzenia ciekawego
filmu w TV, ale to co zobaczyłam po wejściu do niego totalnie mnie zaszokowało.
Aż łzy poleciały mi z oczu.. Nie smutne, lecz te szczęśliwe łzy…
wróciłam po długiej nieobecności, ale w zamian macie myślę, że ciekawy rozdział. :)
ZAPRASZAM NA MOJEGO NOWEGO, STAREGO BLOGA O NIALL'U, Z POŁĄCZENIEM Z SIATKÓWKĄ. :) FOREVER YOU BABE
środa, 21 listopada 2012
witajcie!
niedziela, 15 kwietnia 2012
ROZDZIAŁ 5.
Siedzieliśmy tak w bezruchu kilka dobrych chwil, aż on zaczął rozmowę.
-Kiedy jest pogrzeb Twojej mamy?- zapytał zdenerwowany nie wiem czym.
-Raczej jutro, dziś babcia i dziadek przylatują. Pisała mi esemesa.- oznajmiłam.
-Aha.. Idziesz sama?- spojrzał na mnie.
-Nie wiem. Chyba tak, a co? Chcesz iść ze mną?- zapytałam chłopaka.
-A mogę?- uśmiechnął się do mnie.
-Czemu nie?- zadałam sobie pytanie.- Możesz iść.
-Tak? Ekstra.- zaczął się cieszyć tak jak małe dziecko na widok lizaka.
-Dzięki.- powiedziałam wpatrzona w dół.
-Ale za co?- zapytał zaciekawiony.
-Za to, że wysłuchujesz mojej paplaniny, i chcesz iść ze mną na pogrzeb.
-Nie, no nie ma za co.- wyszczerzył się radośnie. To dziwne. Poznajesz człowieka właściwie przez przypadek, a on zmieni Twoje życie w szczęśliwe nawet w najgorsze dni. Tak jest w przypadku moim. Właściwie to tęsknię za mamą, ale nie odczuwam tego tak mocno gdy jest ze mną Zayn. Cierpię dopiero wtedy, gdy jestem sama. W swojej przestrzeni. Poznaliśmy się zaledwie kilka dni temu, a już traktuję Go jak swojego brata.
-Co powiesz na gofry? Jest zimno, pada. Nie chce mi się tu siedzieć.- zapytałam zmieniając temat.
-A może na początek się przebieżemy w suche ciuchy?- zaproponował chłopak.
-Dobry pomysł! Ty to masz łeb.- zaśmiałam się głupio trykając go lekko ręką w głowę.
-Wiem, wiem. Tylko ja - Zayn Malik - Mogę mieć takie wspaniałe pomysły- zaczął śmijąc się Zayn.
"Ależ on jest skromny" pomyślałam.
-To idziemy ? - zapytałam po chwili namysłu.
-Jasne. - uśmiechną się i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Całą drogę spędziliśmy na rozmowie. Żałuję, że nie mam rodzeństwa. A najbardziej to żałuję, takie brata jak Zayn. Z nim można na wszystkie tematy porozmawiać. Zawsze doradzi, lub pomoże w trudnej sytuacji. Poprawił mi humor. To dzięki niemu nie płaczę po stracie matki.
Gdy doszliśmy do mojego domu pożegnałam się z nim i powiedziałam, żeby zadzwonił, gdy się przebierze, to wtedy pójdziemy na gofry. Uśmiechnęłam się i weszłam do domu mojej przyjaciółki, u której mieszkałam przez tą zaistniałą katastrofę.
- Cześć wszystkim. - zawołałam zdejmując przemokłą kurtkę. Weszłam do salonu , i mnie ździwko złapało. Louis i Sue siedzieli na kanapie w salonie przytulając się i całując swe usta.
-No, no. Kogo ja tu widzę ? - spojrzałam na nich z surowym wzrokiem.
-Leah! Jak Ty wyglądasz?! - zdziwiła się mama Sue. - Dalej, na górę przebrać się! - rozkazała mi kobieta.
-Tym razem Wam się upiecze, ale kiedyś Was dopadnę. - zagroziłam zakochańcom, i powędrowałam na górę, aby się przebrać. Mokre ciuchy włożyłam na kaloryfer, który był gorący. Wzięłam suche rzeczy, które mieściły się w wielkiem i wszechstronnej szafie, i się szybko ubrałam. Zeszłam na dół, ubrałam wygodną i ciepła bluzę i czekałam na telefon od Zayn'a. Mogłam przez ten czas wygarnąć Sue i jej chłoptasiowi, ale zostawię sobię jeszcze humor na wyjście z Zayne'm. Po pięciu minutach siedzenia i wpatrywania się w telefon ktoś zadzwonił. Tak, to był on. Odebrałam.
-Okej, to mam już wychodzić ? - zapytałam chłopaka, a Sue tylko patrzyła na mnie ze zdziwnieniem. Skończyłam i odłożyłam słuchawkę.
-Czego się patrzysz ? - zapytałam przyjaciółkę.
-Niczego. Z kim gadałaś, i z kim wychodzisz ? - spoglądała zaciekawiona.
-Z Zayn'em, a jeżeli z nim gadałam no to chyba logiczne, że wychodze z nim, no nie ? - uśmiechnęłam się do niej. - Okej, to ja już wychodzę, pa. - powiedziałam i wyszłam z domu. Szłam w kierunku domu, w którym Zayn i jego rodzinka mieszkali. Jakoś tak po środku drogi spotkałam go i się ponownie przywitaliśmy.
-Nie zgadniesz kogo przyłapałam w domu mojej przyjaciółki! - wykrzyknęłam bardzo zaskoczonym głosem.
-No nie wiem. Powiedz mi. - odpowiedział.
-Louis'a i Sue, gdy się całowali. - powiedziałam oburzona.
-Serio ?! - zdziwił się chłopak. - Będzie piękna z nich rodzina. - zasmiał się.
-Tak, tak. Wezmą ślub, i wychodują małe Marchewki z okularami na "nosach". - śmiała się Leah.
-Coś z tego by było. - dodał Malik. Śmialiśmy się z Marchewkowców całą drogę, do momentu kiedy doszliśmy do cukierni. Weszliśmy do środka ocierając ręce, gdyż na dworze było chłodno.
-Ja zamówię, a Ty znajdź jakieś przytulne miejsce. - posłał mi uśmiech, a ja go odwzajemniłam i poszłam poszukać jakiegoś fajnego miejsca. Po dosyć krótki poszukiwaniach znalazłam ciepłe miejsce w kącie cukierni, i zajełam je siadając. Dookoła było wiele ludzi, lecz jeden facet wydał mi się bardzo podejrzany, gdyż zapisywał na kartce każdy mój i Zayn'a ruch. Patrzył raz na mnie, raz na chłopaka. Czułam się śledzona. Dosłownie po kilku minutach zjawił się Zayn, który szukał mnie wród tłumu. Powiedziałam, że ten facet zapisuje każde nasze posunięcie, i że wydaje mi się, że jest to reporter jakiegoś piśmidła dla nastolatek. Chłopak się oburzył, lecz nie pokazywał tego przy "reporterze", ponieważ on może go oczernić w tej niby gazecie. Zjedliśmy gofra i wypiliśmy ciepłe kakao. Posiedzieliśmy jeszcze trochę, porozmawialiśmy, i zaczęliśmy się zbierać. Wyszliśmy z cukierni, a on za nami. Nie obracaliśmy się w ogóle, żeby się nie domyslał, że już wszystko wycziliśmy.
-Już tego nienawidzę. Jak Wy to znosicie ? - zapytałąm się.
-Normalnie, przyzwyczaisz się jeszcze. - uśmiechnął się i przytulił. Szliśmy przytuleni, aż do "mojego" domu.
- No to pa. - uśmiechnęłam się i przytuliłam go po przyjacielsku na pożegnanie.
-Pa. - odwzajemnił mój uścisk, i się rozeszliśmy. Weszłam do mieszkania bez słowa, i szybko wślizgnęłam się do mojego nowego pokoju, aby wziąć pidżamę. Poszłam do łazienki, wzięłam ciepłą kąpiel, ubrałam swoją pidżamę i wróciłam do swojego pokoju. Usiadłam przy moim laptopie, aby wejść na twitter'a, ale jeszcze po drodze sprawdziłam stronę plotkarską. Gdy tylko zobaczyłam swoje i Zayn'a zdjęcie na niej postanowiłam przeczytać wpis. Wczytałam się w to piśmidło, gdzie pisało, że jestem nową dziewczyną Zayn'a. Siedziałam wryta w ekran i z wielkimi oczyma. Pomyślałam, że wyślę Zayn'owi link w sms. Po 2 minutach dostałam odpowiedź od niego. :
~ HAHAHA, bardzo zabawni są. Nie marw się, spróbuję to wyjaśnić. ; >~
A ja tylko uśmiechnęłam się i zalogowałam na TT. Weszłam w moje mentions, aby zobaczyć, czy ktoś mi coś napisał. Taa, mogłam się tego spodziewać. Wszystkie Directionerki pojechały po mnie ostro, np. :
@Zaynmydream245* - Ty suko, odwal się od mojego Zayn'a. Nie
zasługujesz na niego! -,-*
Przyjęłam to ze spokojem. Wyjaśniłam wszystko w jednym z tweetów. Napisałam, że zaszła pomyłka i to nie jest prawdą. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - Myślę, że to wszystko wyjaśni.
Nie chciało mi się już nic robić, więc wyłączyłam komputer, zgasiłam światło i położyłam się spać.
Następnego dnia.
Budziłam się wcześniej, po to aby wyszykować się na pogrzeb. Pogrzeb jest o godzinie 14 : 3O, więc miałam jeszcze czas, by iść się przywitać się z babcią i dziedkiem, którzy zatrzymali się w pobliskim hotelu. Ubrałam leginsy, swoje ukochane trampki w kolorze białym, bluzkę, i długą i ciepłą bluzę. Włosy uczesałam w młodzieżowego koka, i postanowiłam wyjść. Pożegnałam się z mamą Sue i z nią samą, i wyszłam. Po kilku minutach doszłam do dosyć dużego hotelu, weszłam do środka i zapytałam recepcionistkę o dziadków. Mieli pokój numer 15. Wjechałam windą i poszukałam pokoju. Zapukałam, a babcia po chwili mi otwarła. Była blada, i miała podpuchnięte od płaczu oczy. Przywitałam się z nimi, i nie wiem dlaczego, ale się rozkleiłam, tak samo jak i oni. Porozmawialiśmy o tej zaistniałej sprawie i ogarneliśmy się. Minęło 6O minut, i musiałam już wracać. Wracałam szybciej niż w drugą stronę. Słońce pięknie świeciło, a nie to co wczoraj. Przybyłam na miejsce, weszłąm do domu i zostałam zawalona pytaniami od moich współlokatorów. Odpowiedziałam na nie, i usiadłam do śniadania. Zjadłam jajecznicę, wróciłam do pokoju, aby uszykować ciuchy. Dostałam sms od Zayn'a.
~O której mam po Ciebie przyjść ?~
Od razu mu odpiałam, że tak o 14, ponieważ muszę być wcześniej.
Godzina 14.
Wyszliśmy z domu, kidy Zayn tylko po mnie przyszedł.
Doszliśmy jakieś 18 minut po wyjściu. Dziadkowie byli już na miejscu, a ja szybko do nich podbiegłam, i przedstawiłam im Zayn'a. Oczywiście jako przyjaciela, ale oni wiedzą lepiej.
Ksiądz coś tam z nami uzgadniał, a Zayn z nudy skubał ścianę.
Nie mogłam przestać chichotać, ale nikt na szczęście tego nie widział.
Ksiądz gadał z 25 minut. Gdy skończył gadać to mogłam iść ostatni raz pożegnać się z mamą.
Weszłam do pomieszczenia, gdzie znajdowały się jej zwłoki. Była blada, ale piękna. Jak zawsze.
Zayn nie chciał wejść, ale go namówiłam, gdyż chciałam by ją zobaczył choć raz. Strasznie się zdziwił, kiedy ją zobaczył. Przyszli inni członkowie naszej rodziny, od strony mojej mamy i mojego ojca. Zaczęła się krótka msza na cmentaarzu, gdzie ją od razu już pochowali. O dziwo ojca nie było. Nawet dobrze. Nie chciałam jego widzieć. Po zakończeniu Zayn przytulił mnie kocno do siebie, gdyż płakałam nieopętanie. Pożegnałam się z moją rodziną i wróciłam do domu razem z Zayn'em.
-Jesteś strasznie podobna do swojej mamy. - powiedział lekko się do mnie uśmiechając.
-Naprawdę ? - spojrzałam na niego wycierając oczy od łez.
-Tak. - zakończył rozmowę.
Odprowadził mnie pod sam dom.
-Dziękuję, naprawdę. - odparłam.
-Za co ? - zapytał zdziwiony.
-Za to, że jesteś przy mnie. - uśmiechnęłam się leciutko ukazując swoje dołeczki w policzkach.
-Eee tam. - zaśmiał się machając ręką.
-Co machasz tą łapą ? - walnęłam go lekko w dłoń.
-A tak sobie. - nadal się śmiał.
-Dobra, będę się już zbierała. - oznajmiłam zwracając się w stronę furtki.
-Dobrze. Do zobaczenia. - posałał mi uśmiech, a ja udałam się w kierunku drzwi. Weszłam spoglądając na niego, a ten się uśmiechał jak głupi. Sue czekała razem ze swoją mamą na mnie. Jej mama widziała, że najlepiej to nie wyglądam i kazała mi się położyć na kanapie, lecz ja nie chciałam. Pewnie popłakałabym się jeszcze bardziej niż na pogrzebie. Usiadłam na wysokim krześle, które znajdowało się w kuchni, i wyjęłam telefon. Zobaczyłam, że jest sms. Mogłam się domyślić, że będzie on od Zayn'a. Brzmiał tak :
~Musimy się gdzieś jutro spotkać, i pogadać. - Zayn. :>~
zastanawiałam się przez chwilę o co może mu chodzić. Nic mu nie odpisałam, bo nie miałam na to ochoty. Było jeszcze tak wcześnie, a ja byłam strasznie zmęczona. Pani Danell wiedziała dobrze czego mi potrzeba, lecz ja miałam to gdzieś. Postanowiłam, że się zdrzemnę troszkę. Poszłam do swojego pokoju, aby położyć się chociaż na piętnaście minut. Gdy się tylko położyłąś, od razu zasnęłam. Nie wiem jakim cudem, ale gdy zaczynałam się powoli budzić, miałam dziwne przeczucia, że ktoś wchodzi do mnie do pokoju. Obudziłam się od razu. Przez zaspane oczy zobaczyłam tylko lekko uchylone drzwi. Spojrzałam w drugi bok, i zauważyłam kogoś siedzącego na krześle.
-Zayn? - zapytałam, gdyz spostrzegłam krótko obcięte włosy.
-Obudziłem Cię ? Jeśli tak, to przepraszam. - tłumaczył się chłopak.
-Nie, sama się obudziłam. - przetarłam zaspane oczy. - Co Ty tutaj robisz ?
-Nie mogłem doczekać jutra, więc przyszedłem dziś, aby porozmawiać. - powiedział siadając na łóżku.
-O czym ? O tym występie w X-Factor ? - spojrzałam na niego.
-Też, ale jeszcze też o czymś ważniejszym. - zarumienił i speszył się lekko.
-Tak, a co jest aż tak ważnego ? - uśmiechnęłam się lekko.
-To. - przybliżył się do mnie i czule pocałował. To było magiczne. Cgciałam by trwało to wiecznie.
Po pocałunku uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam.
-Co to miało być ? - zaśmiałam się.
-Jak to co ? Pocałunek ośle. - śmiał się. - Podobasz mi się. - dodał stając się poważny.
-Ty mi też. - oderwałam się od niego i puściłam mu oczko.
-Nie kłam! Widze to w Twoich oczach. - pokazał na moje oczy.
-Skończ. - odepchnęłam go lekko.
-Dobrze. - uśmiechnął się. - No i jeszcze to pytanie na koniec. - spoglądał na mnie kiwając się na boki.
-Masz robaki w dupie ? - zrobiłam zeza.
-Tak, nawet dwa. - zasmiał się. - Nie, ale teraz na serio.
-Okej, zamieniam się w słuch. - nadstwaiłam ucho.
-Znamy się od kilku dni, a ja czuję się, jakbyśmy znali się przez całe życie. Wiesz o mnie praktycznie wszystko, tak samo jak ja o Tobie. Zależy mi na Tobie. Chciałabyś ze mną chodzić ?-spojrzał błagająco. Kiedy mówił to Zayn, w środku mną szarpało. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
-Nie! Tak! Przepraszam. - zakryłam twarz dłońmi.
-To tak, czy nie ?
-Oczywiście, że tak. - wkoczyłam mu w ramiona. -To jeden z najgorszych, ale też najlepszych dni na świecie. - pocałowałam go namiętnie. On tylko uśmiechnął się.
-A teraz sprawa X-Factor. Jaką piosenkę chcesz zaśpiewać ? - spojrzał zaciekawiony na mnie.
-No nie wiem. Myślałam o Adele lub Ed'zie Sheeran'ie. - wzruszyłam ramionami.
-Świetny pomysł. Może przećwiczymy coś ? Co Ty na to ? - wyszczerzył się.
-Okej, u mnie, czy u Ciebie ? - zapytałam.
-U mnie! - wykrzyknął podekscytowany.
-Nie podniecaj się tak. - zaśmiałąm się.
-Dobrze, nie będę więcej. - zasmucił się udawanie.
-Oj tam, nie smuć się. - pogłaskałam go po policzku, a ten się lekko uśmiechnął.
Ubrałam trampki, bluzę, i ruszyliśmy.
~
matko. i jeszcze zapomniałam hasła, ale całe szczęście, że przypomniało mi się.
ostrzegam, że dziwny rozdział.
-Kiedy jest pogrzeb Twojej mamy?- zapytał zdenerwowany nie wiem czym.
-Raczej jutro, dziś babcia i dziadek przylatują. Pisała mi esemesa.- oznajmiłam.
-Aha.. Idziesz sama?- spojrzał na mnie.
-Nie wiem. Chyba tak, a co? Chcesz iść ze mną?- zapytałam chłopaka.
-A mogę?- uśmiechnął się do mnie.
-Czemu nie?- zadałam sobie pytanie.- Możesz iść.
-Tak? Ekstra.- zaczął się cieszyć tak jak małe dziecko na widok lizaka.
-Dzięki.- powiedziałam wpatrzona w dół.
-Ale za co?- zapytał zaciekawiony.
-Za to, że wysłuchujesz mojej paplaniny, i chcesz iść ze mną na pogrzeb.
-Nie, no nie ma za co.- wyszczerzył się radośnie. To dziwne. Poznajesz człowieka właściwie przez przypadek, a on zmieni Twoje życie w szczęśliwe nawet w najgorsze dni. Tak jest w przypadku moim. Właściwie to tęsknię za mamą, ale nie odczuwam tego tak mocno gdy jest ze mną Zayn. Cierpię dopiero wtedy, gdy jestem sama. W swojej przestrzeni. Poznaliśmy się zaledwie kilka dni temu, a już traktuję Go jak swojego brata.
-Co powiesz na gofry? Jest zimno, pada. Nie chce mi się tu siedzieć.- zapytałam zmieniając temat.
-A może na początek się przebieżemy w suche ciuchy?- zaproponował chłopak.
-Dobry pomysł! Ty to masz łeb.- zaśmiałam się głupio trykając go lekko ręką w głowę.
-Wiem, wiem. Tylko ja - Zayn Malik - Mogę mieć takie wspaniałe pomysły- zaczął śmijąc się Zayn.
"Ależ on jest skromny" pomyślałam.
-To idziemy ? - zapytałam po chwili namysłu.
-Jasne. - uśmiechną się i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Całą drogę spędziliśmy na rozmowie. Żałuję, że nie mam rodzeństwa. A najbardziej to żałuję, takie brata jak Zayn. Z nim można na wszystkie tematy porozmawiać. Zawsze doradzi, lub pomoże w trudnej sytuacji. Poprawił mi humor. To dzięki niemu nie płaczę po stracie matki.
Gdy doszliśmy do mojego domu pożegnałam się z nim i powiedziałam, żeby zadzwonił, gdy się przebierze, to wtedy pójdziemy na gofry. Uśmiechnęłam się i weszłam do domu mojej przyjaciółki, u której mieszkałam przez tą zaistniałą katastrofę.
- Cześć wszystkim. - zawołałam zdejmując przemokłą kurtkę. Weszłam do salonu , i mnie ździwko złapało. Louis i Sue siedzieli na kanapie w salonie przytulając się i całując swe usta.
-No, no. Kogo ja tu widzę ? - spojrzałam na nich z surowym wzrokiem.
-Leah! Jak Ty wyglądasz?! - zdziwiła się mama Sue. - Dalej, na górę przebrać się! - rozkazała mi kobieta.
-Tym razem Wam się upiecze, ale kiedyś Was dopadnę. - zagroziłam zakochańcom, i powędrowałam na górę, aby się przebrać. Mokre ciuchy włożyłam na kaloryfer, który był gorący. Wzięłam suche rzeczy, które mieściły się w wielkiem i wszechstronnej szafie, i się szybko ubrałam. Zeszłam na dół, ubrałam wygodną i ciepła bluzę i czekałam na telefon od Zayn'a. Mogłam przez ten czas wygarnąć Sue i jej chłoptasiowi, ale zostawię sobię jeszcze humor na wyjście z Zayne'm. Po pięciu minutach siedzenia i wpatrywania się w telefon ktoś zadzwonił. Tak, to był on. Odebrałam.
-Okej, to mam już wychodzić ? - zapytałam chłopaka, a Sue tylko patrzyła na mnie ze zdziwnieniem. Skończyłam i odłożyłam słuchawkę.
-Czego się patrzysz ? - zapytałam przyjaciółkę.
-Niczego. Z kim gadałaś, i z kim wychodzisz ? - spoglądała zaciekawiona.
-Z Zayn'em, a jeżeli z nim gadałam no to chyba logiczne, że wychodze z nim, no nie ? - uśmiechnęłam się do niej. - Okej, to ja już wychodzę, pa. - powiedziałam i wyszłam z domu. Szłam w kierunku domu, w którym Zayn i jego rodzinka mieszkali. Jakoś tak po środku drogi spotkałam go i się ponownie przywitaliśmy.
-Nie zgadniesz kogo przyłapałam w domu mojej przyjaciółki! - wykrzyknęłam bardzo zaskoczonym głosem.
-No nie wiem. Powiedz mi. - odpowiedział.
-Louis'a i Sue, gdy się całowali. - powiedziałam oburzona.
-Serio ?! - zdziwił się chłopak. - Będzie piękna z nich rodzina. - zasmiał się.
-Tak, tak. Wezmą ślub, i wychodują małe Marchewki z okularami na "nosach". - śmiała się Leah.
-Coś z tego by było. - dodał Malik. Śmialiśmy się z Marchewkowców całą drogę, do momentu kiedy doszliśmy do cukierni. Weszliśmy do środka ocierając ręce, gdyż na dworze było chłodno.
-Ja zamówię, a Ty znajdź jakieś przytulne miejsce. - posłał mi uśmiech, a ja go odwzajemniłam i poszłam poszukać jakiegoś fajnego miejsca. Po dosyć krótki poszukiwaniach znalazłam ciepłe miejsce w kącie cukierni, i zajełam je siadając. Dookoła było wiele ludzi, lecz jeden facet wydał mi się bardzo podejrzany, gdyż zapisywał na kartce każdy mój i Zayn'a ruch. Patrzył raz na mnie, raz na chłopaka. Czułam się śledzona. Dosłownie po kilku minutach zjawił się Zayn, który szukał mnie wród tłumu. Powiedziałam, że ten facet zapisuje każde nasze posunięcie, i że wydaje mi się, że jest to reporter jakiegoś piśmidła dla nastolatek. Chłopak się oburzył, lecz nie pokazywał tego przy "reporterze", ponieważ on może go oczernić w tej niby gazecie. Zjedliśmy gofra i wypiliśmy ciepłe kakao. Posiedzieliśmy jeszcze trochę, porozmawialiśmy, i zaczęliśmy się zbierać. Wyszliśmy z cukierni, a on za nami. Nie obracaliśmy się w ogóle, żeby się nie domyslał, że już wszystko wycziliśmy.
-Już tego nienawidzę. Jak Wy to znosicie ? - zapytałąm się.
-Normalnie, przyzwyczaisz się jeszcze. - uśmiechnął się i przytulił. Szliśmy przytuleni, aż do "mojego" domu.
- No to pa. - uśmiechnęłam się i przytuliłam go po przyjacielsku na pożegnanie.
-Pa. - odwzajemnił mój uścisk, i się rozeszliśmy. Weszłam do mieszkania bez słowa, i szybko wślizgnęłam się do mojego nowego pokoju, aby wziąć pidżamę. Poszłam do łazienki, wzięłam ciepłą kąpiel, ubrałam swoją pidżamę i wróciłam do swojego pokoju. Usiadłam przy moim laptopie, aby wejść na twitter'a, ale jeszcze po drodze sprawdziłam stronę plotkarską. Gdy tylko zobaczyłam swoje i Zayn'a zdjęcie na niej postanowiłam przeczytać wpis. Wczytałam się w to piśmidło, gdzie pisało, że jestem nową dziewczyną Zayn'a. Siedziałam wryta w ekran i z wielkimi oczyma. Pomyślałam, że wyślę Zayn'owi link w sms. Po 2 minutach dostałam odpowiedź od niego. :
~ HAHAHA, bardzo zabawni są. Nie marw się, spróbuję to wyjaśnić. ; >~
A ja tylko uśmiechnęłam się i zalogowałam na TT. Weszłam w moje mentions, aby zobaczyć, czy ktoś mi coś napisał. Taa, mogłam się tego spodziewać. Wszystkie Directionerki pojechały po mnie ostro, np. :
@Zaynmydream245* - Ty suko, odwal się od mojego Zayn'a. Nie
zasługujesz na niego! -,-*
Przyjęłam to ze spokojem. Wyjaśniłam wszystko w jednym z tweetów. Napisałam, że zaszła pomyłka i to nie jest prawdą. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - Myślę, że to wszystko wyjaśni.
Nie chciało mi się już nic robić, więc wyłączyłam komputer, zgasiłam światło i położyłam się spać.
Następnego dnia.
Budziłam się wcześniej, po to aby wyszykować się na pogrzeb. Pogrzeb jest o godzinie 14 : 3O, więc miałam jeszcze czas, by iść się przywitać się z babcią i dziedkiem, którzy zatrzymali się w pobliskim hotelu. Ubrałam leginsy, swoje ukochane trampki w kolorze białym, bluzkę, i długą i ciepłą bluzę. Włosy uczesałam w młodzieżowego koka, i postanowiłam wyjść. Pożegnałam się z mamą Sue i z nią samą, i wyszłam. Po kilku minutach doszłam do dosyć dużego hotelu, weszłam do środka i zapytałam recepcionistkę o dziadków. Mieli pokój numer 15. Wjechałam windą i poszukałam pokoju. Zapukałam, a babcia po chwili mi otwarła. Była blada, i miała podpuchnięte od płaczu oczy. Przywitałam się z nimi, i nie wiem dlaczego, ale się rozkleiłam, tak samo jak i oni. Porozmawialiśmy o tej zaistniałej sprawie i ogarneliśmy się. Minęło 6O minut, i musiałam już wracać. Wracałam szybciej niż w drugą stronę. Słońce pięknie świeciło, a nie to co wczoraj. Przybyłam na miejsce, weszłąm do domu i zostałam zawalona pytaniami od moich współlokatorów. Odpowiedziałam na nie, i usiadłam do śniadania. Zjadłam jajecznicę, wróciłam do pokoju, aby uszykować ciuchy. Dostałam sms od Zayn'a.
~O której mam po Ciebie przyjść ?~
Od razu mu odpiałam, że tak o 14, ponieważ muszę być wcześniej.
Godzina 14.
Wyszliśmy z domu, kidy Zayn tylko po mnie przyszedł.
Doszliśmy jakieś 18 minut po wyjściu. Dziadkowie byli już na miejscu, a ja szybko do nich podbiegłam, i przedstawiłam im Zayn'a. Oczywiście jako przyjaciela, ale oni wiedzą lepiej.
Ksiądz coś tam z nami uzgadniał, a Zayn z nudy skubał ścianę.
Nie mogłam przestać chichotać, ale nikt na szczęście tego nie widział.
Ksiądz gadał z 25 minut. Gdy skończył gadać to mogłam iść ostatni raz pożegnać się z mamą.
Weszłam do pomieszczenia, gdzie znajdowały się jej zwłoki. Była blada, ale piękna. Jak zawsze.
Zayn nie chciał wejść, ale go namówiłam, gdyż chciałam by ją zobaczył choć raz. Strasznie się zdziwił, kiedy ją zobaczył. Przyszli inni członkowie naszej rodziny, od strony mojej mamy i mojego ojca. Zaczęła się krótka msza na cmentaarzu, gdzie ją od razu już pochowali. O dziwo ojca nie było. Nawet dobrze. Nie chciałam jego widzieć. Po zakończeniu Zayn przytulił mnie kocno do siebie, gdyż płakałam nieopętanie. Pożegnałam się z moją rodziną i wróciłam do domu razem z Zayn'em.
-Jesteś strasznie podobna do swojej mamy. - powiedział lekko się do mnie uśmiechając.
-Naprawdę ? - spojrzałam na niego wycierając oczy od łez.
-Tak. - zakończył rozmowę.
Odprowadził mnie pod sam dom.
-Dziękuję, naprawdę. - odparłam.
-Za co ? - zapytał zdziwiony.
-Za to, że jesteś przy mnie. - uśmiechnęłam się leciutko ukazując swoje dołeczki w policzkach.
-Eee tam. - zaśmiał się machając ręką.
-Co machasz tą łapą ? - walnęłam go lekko w dłoń.
-A tak sobie. - nadal się śmiał.
-Dobra, będę się już zbierała. - oznajmiłam zwracając się w stronę furtki.
-Dobrze. Do zobaczenia. - posałał mi uśmiech, a ja udałam się w kierunku drzwi. Weszłam spoglądając na niego, a ten się uśmiechał jak głupi. Sue czekała razem ze swoją mamą na mnie. Jej mama widziała, że najlepiej to nie wyglądam i kazała mi się położyć na kanapie, lecz ja nie chciałam. Pewnie popłakałabym się jeszcze bardziej niż na pogrzebie. Usiadłam na wysokim krześle, które znajdowało się w kuchni, i wyjęłam telefon. Zobaczyłam, że jest sms. Mogłam się domyślić, że będzie on od Zayn'a. Brzmiał tak :
~Musimy się gdzieś jutro spotkać, i pogadać. - Zayn. :>~
zastanawiałam się przez chwilę o co może mu chodzić. Nic mu nie odpisałam, bo nie miałam na to ochoty. Było jeszcze tak wcześnie, a ja byłam strasznie zmęczona. Pani Danell wiedziała dobrze czego mi potrzeba, lecz ja miałam to gdzieś. Postanowiłam, że się zdrzemnę troszkę. Poszłam do swojego pokoju, aby położyć się chociaż na piętnaście minut. Gdy się tylko położyłąś, od razu zasnęłam. Nie wiem jakim cudem, ale gdy zaczynałam się powoli budzić, miałam dziwne przeczucia, że ktoś wchodzi do mnie do pokoju. Obudziłam się od razu. Przez zaspane oczy zobaczyłam tylko lekko uchylone drzwi. Spojrzałam w drugi bok, i zauważyłam kogoś siedzącego na krześle.
-Zayn? - zapytałam, gdyz spostrzegłam krótko obcięte włosy.
-Obudziłem Cię ? Jeśli tak, to przepraszam. - tłumaczył się chłopak.
-Nie, sama się obudziłam. - przetarłam zaspane oczy. - Co Ty tutaj robisz ?
-Nie mogłem doczekać jutra, więc przyszedłem dziś, aby porozmawiać. - powiedział siadając na łóżku.
-O czym ? O tym występie w X-Factor ? - spojrzałam na niego.
-Też, ale jeszcze też o czymś ważniejszym. - zarumienił i speszył się lekko.
-Tak, a co jest aż tak ważnego ? - uśmiechnęłam się lekko.
-To. - przybliżył się do mnie i czule pocałował. To było magiczne. Cgciałam by trwało to wiecznie.
Po pocałunku uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam.
-Co to miało być ? - zaśmiałam się.
-Jak to co ? Pocałunek ośle. - śmiał się. - Podobasz mi się. - dodał stając się poważny.
-Ty mi też. - oderwałam się od niego i puściłam mu oczko.
-Nie kłam! Widze to w Twoich oczach. - pokazał na moje oczy.
-Skończ. - odepchnęłam go lekko.
-Dobrze. - uśmiechnął się. - No i jeszcze to pytanie na koniec. - spoglądał na mnie kiwając się na boki.
-Masz robaki w dupie ? - zrobiłam zeza.
-Tak, nawet dwa. - zasmiał się. - Nie, ale teraz na serio.
-Okej, zamieniam się w słuch. - nadstwaiłam ucho.
-Znamy się od kilku dni, a ja czuję się, jakbyśmy znali się przez całe życie. Wiesz o mnie praktycznie wszystko, tak samo jak ja o Tobie. Zależy mi na Tobie. Chciałabyś ze mną chodzić ?-spojrzał błagająco. Kiedy mówił to Zayn, w środku mną szarpało. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
-Nie! Tak! Przepraszam. - zakryłam twarz dłońmi.
-To tak, czy nie ?
-Oczywiście, że tak. - wkoczyłam mu w ramiona. -To jeden z najgorszych, ale też najlepszych dni na świecie. - pocałowałam go namiętnie. On tylko uśmiechnął się.
-A teraz sprawa X-Factor. Jaką piosenkę chcesz zaśpiewać ? - spojrzał zaciekawiony na mnie.
-No nie wiem. Myślałam o Adele lub Ed'zie Sheeran'ie. - wzruszyłam ramionami.
-Świetny pomysł. Może przećwiczymy coś ? Co Ty na to ? - wyszczerzył się.
-Okej, u mnie, czy u Ciebie ? - zapytałam.
-U mnie! - wykrzyknął podekscytowany.
-Nie podniecaj się tak. - zaśmiałąm się.
-Dobrze, nie będę więcej. - zasmucił się udawanie.
-Oj tam, nie smuć się. - pogłaskałam go po policzku, a ten się lekko uśmiechnął.
Ubrałam trampki, bluzę, i ruszyliśmy.
~
matko. i jeszcze zapomniałam hasła, ale całe szczęście, że przypomniało mi się.
ostrzegam, że dziwny rozdział.
wtorek, 27 grudnia 2011
ROZDZIAŁ 4.
W nocy cały czas ktoś na mnie się walał. Normalnie myślałam, że tam nie wyrobię, wstanę i zakatuje tego kogoś. Obróciłam się, żeby zobaczyć kto to ten mądry. Buu. Mogłam przewidzieć, że to będzie Pan Mądry Niall Żarłok Horan, po protu mogłam. Zobaczyłam, że Sue nie ma, pewnie miała dość przydupasa i poszła na podłogę. Dobre, ja też postanowiłam iść na podłogę, bo miałabym więcej siniaków niż wtedy gdy mnie pies pogryzł. A mówię, że to nie było miłe psiątko. Zakatowało by za nic. A kit z psem, idę na podłogę. Gdy już zeszłam z wyrka, o mało oczy z orbit by mi nie wyleciały - Louis i Sue leżeli na podłodze, przytuleni do siebie. No ja im coś chyba wczoraj mówiłam, nie?! Dobra mam to gdzieś, muszę się przespać, bo nie wyrabiam. No, a jak przystało na Niall'a to on na kopaniu skączyć nie może. Kolejne godziny zasnąć nie mogłam, bo opowiadał przez sen jaki ten dzień był wspaniały. Śmiać mi się chciało jak nie wiem, ale nie chciałam go budzić. W końcu przestał gadać, a ja wgramoliłam się pod ciepłą kołdrę, którę wywlekłam z łóżka, i zasnęłam. W pewnym momencie mojego cudownego snu, ktoś zaczął mnie podnosić, ale nie to nie był sen, to tylko Zayn mnie przenosił z podłogi na łóżko, bo pewnie słyszał jak kichałam i kaszlałam. To wszystko przez tą blond gnidę! Położył mnie lekko na łóżku, i mogłam dalej kontynuować swój słit sen. Nawet nie wiem co mi się śniło, ale wiem, że było słit. Wybiła godzina trzynasta. Jezu! Ja już tak długo śpię?! I nie tylko ja. Zayn też jeszcze spał, ale jak poczuł, że już złażę z łóżka, od razu się podniusł. Co on ma jakieś czujniki gdzieś wmontowane? W pokoju byliśmy sami, bo reszta poszła chyba na śniadanie.
-Dzień dobry. Jak się spało?- zapytałam przeciągając się.
-Dobrze, ale dlaczego ty poszłaś spać na podłogę?
-Długa historia z udziałem Horanka. Opowiem Ci na dole.- zaśmiałam się zakładając swoje trampki na nogi. Nie zdjęłam ciuchów od Zayna. Nie chciało mi się. Zeszliśmy na dół, gdzie czekali na nas przyjaciele. Od razu odleciałam z piąchą do Niall'a, a ten się wystraszył.
-Jeszcze raz mnie będziesz kopać w nocy, lub opowiadać co się działo w dzie, to Cię zamorduje, zakopie żywcem, później wyciągnę potnę na kawałki i jeszcze raz zakopię! Zrozumiano?- uśmiechnęłam się słodko przy "zrozumiano". Haha, on to wziął na serio! Jaki cymbałek kochany. Boi się. Wszyscy patrzeli na mnie jak na mordercę. O lol, oni też się wystraszyli. Jestem zajebista!
-Dobra, już nie będę.- powiedział wystraszony.
-Leah, ogarnij emocje!- zaśmiał się Louis, który właśnie przytulał się do Sue. Co?! Przytulali się? To już przesada! I, że Harry zazdrosny nie jest. Dziwaczne.
-Tej! Co ty mnie będziesz uspokajał, co? Aa, i jeszcze jedno. Zostaw Sue, ona jest moja.- przytargałam przyjaciółkę obok siebie.
-Ja się Ciebie boję, ok?- powiedział Liam, Louis, Harry i Niall. Zayn nic nie wygdukał.
-No przecież, ja żartuję.- zaśmiałam się, a oni odetchnęli z ulgą.
-To dobrze.- odparł Niall.- Myślałem, że chcesz mnie zabić.- parsknął śmiechem.
-Teraz ci podaruję, ale następnym razem uważaj.- puśiłam mu oczko.
-Chcecie coś zjeść?- zapytał zaspanym głosem jeszcze, Zayn.
-Taaaaaaaaak! Jeść, jeść, jeść!- krzyknął Niall.
-A masz może marchewki?- zapytali Louis i Sue kierując się do kuchni. Czekała tam na nas pani Malik.
-Dobry.- powiedzieli wszyscy razem.
-Dzień dobry. Jak się spało?- zapytała z uśmiechem. Czy każdy musi o to pytać?
-Dobrze.- odpowiedzieliśmy znów szyscy razem, a ja gapiłam się na Horana z miną "zaraz cię zabiję", a on się tylko uśmiechnął. Zjedliśmy pyszne śniadanie i poszliśmy się ubrać. Chłopacy pożyczyli ciuchy od Zayn'a, a ja i Sue byłyśmy skazane na ciuchy z wczoraj. No niestety, jak się nocuje u kolegi, a nie weźmie się ciuchów na przebranie, to tak jest. Brawo dla mnie i Sue. Poszłyśmy się przebrać do łazienki. Po kilku chwilach wyszliśmy ubrane. Chłopacy wygłupiali się w pokoju, a my musieliśmy już wracać do domu, bo mama mojej przyjaciółki się już denerwowała. Nie wiem czemu, przecież byliśmy zaledwie kilka domów dalej. Dziwne.
-My się już musimy zbierać.- uśmiechnęłąm się do chłopców, ale oni widocznie nie byli zadowoleni.- Co macie takie miny, jakbyście coś nieświeżego zjedli?
-Nie ni. Po prostu nie chcemy, żebyście szli. A najbardziej to Lou nie chce, żeby Sue szła.- zaczął się chichrotać Liam.
-Cicho sieź, Payne!- wrzasnął Louis.
-Ale my musimy iść, napiszę Ci to może jeszcze dziś się spotkamy.- zapewniała go Sue.
-Nigdzie nie będziesz pisać, dziś dzień spędzamy razem, a jutro to se możesz iść gdzie pieprz rośnie z tym okularnikiem.- powiedziałam.
-Ale..- jęknął Lou.
-Nie ma żadnego "Ale" , dzisiaj ja z nią spędzam dzień i kij ci do tego, czaisz?
-Ok, tylko mnie nie bij.- powiedział znów wystraszony Lou.
-Weźcie przestańcie sobie żartować z tym "tylko mnie nie bij", ok?! Bo już mam dość.- powiedziałam bardzo wkurzona. No co oni sobie myślą, że są zabani? Coś im to nie wychodzi. Zebrałayśmy swoje pakunki, i pożegnałyśmy się z chłopakami. Gdy już Lou i Sue się od siebie odczepili, zeszliśmy na dół.
-Do widzenia.- powiedziałam do Malikowej.
-No, do widzenia, do widzenia.- odpowiedziała.
-Napisz jak dojdziesz.+ uđmiechn się, opierając głowę na drzwiach.
-Po co? Boisz się, że mnie zgwałcą?- zaśmiałam się.
-Nie, no. Popiszemy sobię, czy coś.- zrobił łobuzerski uśmiech. Nie wiedziałam o co mu w tym momencie chodzi, ale ok.
-Dobra, pa.- wysłałam mu buziaka i zniknęłam z jego pola widzenia. Szliśmy do domu, a do mnie znów ktoś dzwonił. Myślałam, że Zayn, ale to znowu z policji.
-Halo?- powiedziałam do telefonu.
-Leah?- zapytał mnie głos w słuchawce.
-Tak.
-Dobrze, to jak możesz się dziś spotkać z ojcem?
-Tak. Chciałam z nim porozmawiać. To kiedy mogę przyjść?- zapytałam ze łzami w oczach.
-Dziś tak za dwadzieścia, lub trzydzieści minut.- powiedział koleś do słuchawki.
-Dobra, zaraz przyjdę.- powiedziałam i się rozłączyłam.
-Kto to był?- zapytała Sue.
-Policja. Mam się z ojcem spotkać. Za dwadzieścia minut mam tam być.- powiedziałam wzdychając. Strasznie się boję tego spotkania. Nie chcę mu patrzeć w oczy. Wiem! Założę maskę, lub okulary przeciwsłoneczne. Nie, bo mnie nie wpuszczą.
-Aha, czyli tam pójdziesz, tak?- zapytała tak, jakbym chciała powiedzieć "nie idź tam, mieliśmy razem spędzić dzień, a ty sobie mnie zostawisz."
-No niestey. To ja już się polekę na ten komisariat.- powiedziałam, uścisnęłam przyjaciółkę i ruszyłam w stronę komisariatu. Doszłam po kilku minutach do budynku który mnie przerażał bardziej niż horror. Weszłam do środka, i od razu mnie jakiś koleś rozpoznał.
-Leah, tak? Dzień dobry, jestem James Down, miło mi.- podał mi rękę, i posłał miły uśmiech.
-Tak, mi również, ale niech pan mnie już do niego zaprowadzi, bo chcę mieć to już za sobą.
-Ok, już cie tam prowadzę.- powiedział otwierając wielkie szklane drzwi. Prowadził mnie do tego pomieszczenia chyba z kilka minut. Po co to tak daleko? Pewnie po to, żeby ci co siedzą i gadają z bliskimi nie spieprzyli im w torbie. Po jakimś czasie mnie doprowadził do czarnych drzwi, otworzył je. Weszłam do środka, było tam bardzo przerażająco. Siedział i on- mój ojciec. Szkoda, że był strażnik bo przez tą szybę chyba bym mu wpieprzyła. Miałam obrzydzenie do dziada jednego. Niby jest moim ojcem, ale ja tego nie czuję. Usiadłam na krześle, naprzeciwko niego. Dzieliła nas szyba. I dobrze. Wzięłam do ręki słuchawkę telefonu i się zaczęło.
-Cześć, tęskniłem.- powiedział orchypniętym głosem.
-A ja nie.- odpowiedziałam nie patrząc na niego.
-Nie dziwię się.
-Przejdźmy do rzeczy. Dlaczego to zrobiłeś? Przeszkadzała ci?- pytałam opierając ręce na blacie.
-Nie rozumiesz? Ona chciała ode mnie odejść.- mówił rzucając się jak jakiś nienormalny. Powinni go do psychjatryka dać, a nie tu.
-No i co? To trzeba było ją zabić, za to, że chciała od ciebie w końcu odejść. Jesteś nienormalny!- wybiegłam stamtąd na pobliską ławkę płacząc. Oparłam głowę na ręcach i dalej płakałam. Za dużo tego już było. Najpierw śmierć mamy, a później to, że on to zrobił dlatego, że chciała odejść. Jaja sobie robi. Debil. W pewnym momencie zobaczyłam Zayn'a idącego w moją stronę. Pomachałam do niego ręką. Odmachał uśmiechnięty. Podszedł i usiadł ze mną.
~
tak bez sensu się skończyło. Chcesz być informowana/informowany o nowych rozdziałach? Podaj swój login z TT, lub numer gadu. :)
-Dzień dobry. Jak się spało?- zapytałam przeciągając się.
-Dobrze, ale dlaczego ty poszłaś spać na podłogę?
-Długa historia z udziałem Horanka. Opowiem Ci na dole.- zaśmiałam się zakładając swoje trampki na nogi. Nie zdjęłam ciuchów od Zayna. Nie chciało mi się. Zeszliśmy na dół, gdzie czekali na nas przyjaciele. Od razu odleciałam z piąchą do Niall'a, a ten się wystraszył.
-Jeszcze raz mnie będziesz kopać w nocy, lub opowiadać co się działo w dzie, to Cię zamorduje, zakopie żywcem, później wyciągnę potnę na kawałki i jeszcze raz zakopię! Zrozumiano?- uśmiechnęłam się słodko przy "zrozumiano". Haha, on to wziął na serio! Jaki cymbałek kochany. Boi się. Wszyscy patrzeli na mnie jak na mordercę. O lol, oni też się wystraszyli. Jestem zajebista!
-Dobra, już nie będę.- powiedział wystraszony.
-Leah, ogarnij emocje!- zaśmiał się Louis, który właśnie przytulał się do Sue. Co?! Przytulali się? To już przesada! I, że Harry zazdrosny nie jest. Dziwaczne.
-Tej! Co ty mnie będziesz uspokajał, co? Aa, i jeszcze jedno. Zostaw Sue, ona jest moja.- przytargałam przyjaciółkę obok siebie.
-Ja się Ciebie boję, ok?- powiedział Liam, Louis, Harry i Niall. Zayn nic nie wygdukał.
-No przecież, ja żartuję.- zaśmiałam się, a oni odetchnęli z ulgą.
-To dobrze.- odparł Niall.- Myślałem, że chcesz mnie zabić.- parsknął śmiechem.
-Teraz ci podaruję, ale następnym razem uważaj.- puśiłam mu oczko.
-Chcecie coś zjeść?- zapytał zaspanym głosem jeszcze, Zayn.
-Taaaaaaaaak! Jeść, jeść, jeść!- krzyknął Niall.
-A masz może marchewki?- zapytali Louis i Sue kierując się do kuchni. Czekała tam na nas pani Malik.
-Dobry.- powiedzieli wszyscy razem.
-Dzień dobry. Jak się spało?- zapytała z uśmiechem. Czy każdy musi o to pytać?
-Dobrze.- odpowiedzieliśmy znów szyscy razem, a ja gapiłam się na Horana z miną "zaraz cię zabiję", a on się tylko uśmiechnął. Zjedliśmy pyszne śniadanie i poszliśmy się ubrać. Chłopacy pożyczyli ciuchy od Zayn'a, a ja i Sue byłyśmy skazane na ciuchy z wczoraj. No niestety, jak się nocuje u kolegi, a nie weźmie się ciuchów na przebranie, to tak jest. Brawo dla mnie i Sue. Poszłyśmy się przebrać do łazienki. Po kilku chwilach wyszliśmy ubrane. Chłopacy wygłupiali się w pokoju, a my musieliśmy już wracać do domu, bo mama mojej przyjaciółki się już denerwowała. Nie wiem czemu, przecież byliśmy zaledwie kilka domów dalej. Dziwne.
-My się już musimy zbierać.- uśmiechnęłąm się do chłopców, ale oni widocznie nie byli zadowoleni.- Co macie takie miny, jakbyście coś nieświeżego zjedli?
-Nie ni. Po prostu nie chcemy, żebyście szli. A najbardziej to Lou nie chce, żeby Sue szła.- zaczął się chichrotać Liam.
-Cicho sieź, Payne!- wrzasnął Louis.
-Ale my musimy iść, napiszę Ci to może jeszcze dziś się spotkamy.- zapewniała go Sue.
-Nigdzie nie będziesz pisać, dziś dzień spędzamy razem, a jutro to se możesz iść gdzie pieprz rośnie z tym okularnikiem.- powiedziałam.
-Ale..- jęknął Lou.
-Nie ma żadnego "Ale" , dzisiaj ja z nią spędzam dzień i kij ci do tego, czaisz?
-Ok, tylko mnie nie bij.- powiedział znów wystraszony Lou.
-Weźcie przestańcie sobie żartować z tym "tylko mnie nie bij", ok?! Bo już mam dość.- powiedziałam bardzo wkurzona. No co oni sobie myślą, że są zabani? Coś im to nie wychodzi. Zebrałayśmy swoje pakunki, i pożegnałyśmy się z chłopakami. Gdy już Lou i Sue się od siebie odczepili, zeszliśmy na dół.
-Do widzenia.- powiedziałam do Malikowej.
-No, do widzenia, do widzenia.- odpowiedziała.
-Napisz jak dojdziesz.+ uđmiechn się, opierając głowę na drzwiach.
-Po co? Boisz się, że mnie zgwałcą?- zaśmiałam się.
-Nie, no. Popiszemy sobię, czy coś.- zrobił łobuzerski uśmiech. Nie wiedziałam o co mu w tym momencie chodzi, ale ok.
-Dobra, pa.- wysłałam mu buziaka i zniknęłam z jego pola widzenia. Szliśmy do domu, a do mnie znów ktoś dzwonił. Myślałam, że Zayn, ale to znowu z policji.
-Halo?- powiedziałam do telefonu.
-Leah?- zapytał mnie głos w słuchawce.
-Tak.
-Dobrze, to jak możesz się dziś spotkać z ojcem?
-Tak. Chciałam z nim porozmawiać. To kiedy mogę przyjść?- zapytałam ze łzami w oczach.
-Dziś tak za dwadzieścia, lub trzydzieści minut.- powiedział koleś do słuchawki.
-Dobra, zaraz przyjdę.- powiedziałam i się rozłączyłam.
-Kto to był?- zapytała Sue.
-Policja. Mam się z ojcem spotkać. Za dwadzieścia minut mam tam być.- powiedziałam wzdychając. Strasznie się boję tego spotkania. Nie chcę mu patrzeć w oczy. Wiem! Założę maskę, lub okulary przeciwsłoneczne. Nie, bo mnie nie wpuszczą.
-Aha, czyli tam pójdziesz, tak?- zapytała tak, jakbym chciała powiedzieć "nie idź tam, mieliśmy razem spędzić dzień, a ty sobie mnie zostawisz."
-No niestey. To ja już się polekę na ten komisariat.- powiedziałam, uścisnęłam przyjaciółkę i ruszyłam w stronę komisariatu. Doszłam po kilku minutach do budynku który mnie przerażał bardziej niż horror. Weszłam do środka, i od razu mnie jakiś koleś rozpoznał.
-Leah, tak? Dzień dobry, jestem James Down, miło mi.- podał mi rękę, i posłał miły uśmiech.
-Tak, mi również, ale niech pan mnie już do niego zaprowadzi, bo chcę mieć to już za sobą.
-Ok, już cie tam prowadzę.- powiedział otwierając wielkie szklane drzwi. Prowadził mnie do tego pomieszczenia chyba z kilka minut. Po co to tak daleko? Pewnie po to, żeby ci co siedzą i gadają z bliskimi nie spieprzyli im w torbie. Po jakimś czasie mnie doprowadził do czarnych drzwi, otworzył je. Weszłam do środka, było tam bardzo przerażająco. Siedział i on- mój ojciec. Szkoda, że był strażnik bo przez tą szybę chyba bym mu wpieprzyła. Miałam obrzydzenie do dziada jednego. Niby jest moim ojcem, ale ja tego nie czuję. Usiadłam na krześle, naprzeciwko niego. Dzieliła nas szyba. I dobrze. Wzięłam do ręki słuchawkę telefonu i się zaczęło.
-Cześć, tęskniłem.- powiedział orchypniętym głosem.
-A ja nie.- odpowiedziałam nie patrząc na niego.
-Nie dziwię się.
-Przejdźmy do rzeczy. Dlaczego to zrobiłeś? Przeszkadzała ci?- pytałam opierając ręce na blacie.
-Nie rozumiesz? Ona chciała ode mnie odejść.- mówił rzucając się jak jakiś nienormalny. Powinni go do psychjatryka dać, a nie tu.
-No i co? To trzeba było ją zabić, za to, że chciała od ciebie w końcu odejść. Jesteś nienormalny!- wybiegłam stamtąd na pobliską ławkę płacząc. Oparłam głowę na ręcach i dalej płakałam. Za dużo tego już było. Najpierw śmierć mamy, a później to, że on to zrobił dlatego, że chciała odejść. Jaja sobie robi. Debil. W pewnym momencie zobaczyłam Zayn'a idącego w moją stronę. Pomachałam do niego ręką. Odmachał uśmiechnięty. Podszedł i usiadł ze mną.
~
tak bez sensu się skończyło. Chcesz być informowana/informowany o nowych rozdziałach? Podaj swój login z TT, lub numer gadu. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

